Afleveringen
-
Tyle lat nagrywamy, tyle lat publikujemy w papierze i jakoś do tej pory udawało nam się tego tematu uniknąć - ale jest, w końcu pierwsze słuchowisko (122 odcinki trzeba było czekać) o Leo Messim i Cristiano Ronaldo. Nie dało się tego jednak uniknąć. Bo chociaż obaj już udali się na peryferie wielkiego futbolu i wydawało się, że ta historia jest już dawno napisana, mundial 2026 przyniósł niespodziewany, ale fascynujący epilog
-
Drugi odcinek mundialowy. Tym razem rozmawiamy o niesamowitej średniej goli na mecz, o tym, że niektórzy już węszą spisek z piłką, ale przyglądamy się też napastnikom i chwilowo obwołujemy ten turniej mistrzostwami napadziorów. Oprócz tego przyglądamy się przerwom na nawodnienie - ale tym razem nie analizujemy tego dlaczego zostały one wprowadzone i w ogóle po co, tylko zauważamy jak wielki wpływ mają one na przebieg spotkań. Rozmawiamy też o golach z dystansu, w które na mundialu obrodziło. Ale wniosków nie podajemy.
-
Mundial w pełnej krasie. 32 drużyny się nam zaprezentowały. Kiedyś oznaczałoby to, że zobaczyliśmy już każdego uczestnika mistrzostw, dziś wciąż jeszcze, czekamy aż zakończy się pierwsza kolejka fazy grupowej. Niemniej wnioski - wciąż jeszcze mocno nieuczesane - już mamy. I chociaż w dużej mierze skupiamy się na tym, jak północnoamerykański mundial przetrwać, jaką obrać taktykę na nocne mecze - spać w dzień, drzemać między spotkaniami, zmienić się w zombie - to mówimy też o odkryciach, kłócimy się o paszporty, Stec wymyśla nowy kontynent, a Zachodny tłumaczy remisozę.
-
W poprzedni piątek w Nowym Teatrze odbyła się premiera najnowszego numeru Magazynu Kopalnia. Jest to numer w całości poświęcony zaczynającym się za chwilę mistrzostwom świata. Do naszego stałego grona (Stec, Zachodny, Żelazny) doprosiliśmy Michała Okońskiego z Tygodnika Powszechnego, który jest naszym stałym autorem od pierwszego numeru, i porozmawialiśmy o mundialach. Magia mistrzostw wciąż żywa, chociaż FIFA i kolejne goszczące mundiale państwa, od lat robią wiele żeby nam to święto zohydzić. Ale my się nie damy. To jasne.
-
Męczący finał i w ogóle finisz Ligi Mistrzów każe omówić kwestie fundamentalne. Czy PSG grozi jakiekolwiek niebezpieczeństwo? Skąd tyle złej krwi wokół sukcesu Arsenalu? Jak te drużyny będą ewoluować? Uwaga - nie gryziemy się w język!
-
Liga była bogata w atrakcje jak nigdy, a my próbujemy ogarnąć ją rozumem. Rozmawiamy o błogim porządku w Lechu i bajzlu na kółkach w Widzewie. O powrocie wielkich firm i szturmie wielkich miast. O naszych ulubieńcach i przegrywach. A przede wszystkim o miłości.
-
To pierwszy taki raz w karierze Roberta Lewandowskiego: zrobi kilka kroków wstecz. Odkąd ogłosił odejście z Barcelony, nie milkną spekulacje dotyczące jego przyszłości, ale w naszym słuchowisku próbujemy sięgnąć głębiej. Dlaczego dopiero w Katalonii pokochali go na zabój? Kiedy wylądował na Księżycu? Ilu w XXI wieku było większych napastników od niego? Czy w ogóle byli więksi?
-
Na naszym oczach upada imperium włoskie. I to imperium w sensie ścisłym - na przełomie lat 80. 90 mieli najlepszą ligę świata, w której grały absolutnie największe gwiazdy – od Maradony, Platiniego, Bońka poprzez Zico, Socratesa, aż do Van Bastena, Gullita i Rijkaarda. Czterokrotnie zdobywali mistrzostwo świata. Dziś włoska piłka jest w ruinie - tak jak stadiony, które w większości powstały na Italia 90. Trzeci raz z rzędu nie jadą na mundial, w europejskich pucharach przegrywają z Bodo, Galatasaray i Crystal Palace, a Inter jest tylko wyjątkiem potwierdzającym regułę.
-
Finał Ligi Mistrzów zapowiadany jest jako starcie dwóch światów, ale jednocześnie PSG w rewanżu w Monachium pokazało jak bardzo wiele może ich z Arsenalem łączyć. To był niemal perfekcyjny występ defensywny Paryżan. Czy mówi to nam coś o przyszłości futbolu? Czy coś takiego jak „futbol przyszłości” w ogóle istnieje? Dyskutujemy po półfinałach Ligi Mistrzów, a także mamy dwa szalenie ważne ogłoszenia. Jedno na początku i żeby nie było za łatwo drugie na końcu.
-
W końcu zostaliśmy zauważeni przez świat - pisano o najbardziej wyrównanej lidze Europy, w której nawet drużyny ze strefy spadkowej wciąż miały szansę na mistrzostwo, albo przynajmniej na awans do europejskich pucharów. A Polak statystyczny niczego bardziej nie kocha, niż zostać dostrzeżonym przez tak zwany Zachód. Pochylamy się więc i my nad fenomenem najbardziej wyrównanej ligi. I przyznajemy - jesteśmy płaskotabelowcami.
-
Marie-Louise Eta została tymczasową trenerką Unionu Berlin. Ma wszystko, ku temu, by tę posadę dostać - była asystentką poprzednich szkoleniowców, prowadziła drużynę do lat 19 (męską), zna klub, zawodników, sytuację w jakiej Union się znajduje. Gdyby to był mężczyzna ta zmiana przeszłaby pewnie całkowicie niezauważona. A jednak mówimy o sytuacji absolutnie wyjątkowej. Po raz pierwszy w historii kobieta została trenerką w jednej z pięciu największych lig Europy. Czy to zapowiedź większego trendu? Czy może tylko odosobniony incydent?
-
W jednym półfinale czeka nas maestria, a żaden z trenerów nie umie do końca przewidzieć, czym zaskoczy go przeciwnik i z której strony nadejdzie niebezpieczeństwo, w drugim do boju staną królowie pragmatyzmu. Wiemy oczywiście, że obecne Atletico nie jest typową drużyną Diego Simeone, ale jednak wciąż pozostaje ono na przeciwnej stronie skali niż półfinaliści z pierwszej pary. Na przeciw nim wyjdzie Arsenal, który z jednej strony bardziej boi się katastrofy niż pragnie zwycięstwa, ale, który bardzo szybko może też odwrócić narrację wokół siebie - wystarczy nie przegrać z City w weekend.
-
Stało się. Nie jedziemy na mistrzostwa świata w USA, Meksyku i Kanadzie, zostajemy w domu po naprawdę... dobrym meczu. To my byliśmy drużyną lepiej grającą w piłkę, ale to Szwedzi pojadą na mundial i to oni się zmierzą z Holandią, Japonią i Tunezją. Czy jednak naprawdę możemy mówić o „dobrym meczu”, skoro daliśmy sobie strzelić trzy koszmarnie naiwne bramki (no dobra, dwie koszmarnie naiwne). Czy rzeczywiście „Nic się nie stało, hej Polsko nic się nie stało”?
-
Tym razem oddaliśmy lejce w wasze ręce i to wy poprowadziliście 109. odcinek słuchowiska #CafeKopalnia. Czyli wy pytacie o kadrę, Albanię, Pietuszewskiego i przyszłość Urbana, ale i o zdecydowanie bardziej ponadczasowe rzeczy. Wyszedł najdułuższy dcinek w historii słuchowiska, a i tak wszystkich Waszych pytań nie daliśmy rady zadać. Wielkie dzięki za wspaniały odzew. Musimy to powtrzyć.
-
Skończył się? Miał się skończyć już półtora roku temu (wtedy zresztą też pytaliśmy, czy to już ten moment). A może się jeszcze wymyśli na nowo? Czy w nowym futbolu dążącym do chaosu, stałych fragmentów gry, fizyczności, jest jeszcze miejsce na kontrolę poprzez podania i posiadanie piłki?
-
W sobotę doszło do niemeczu - Wisła Kraków nie pojechała na mecz ze Śląskiem we Wrocławiu. Dlaczego? Bo kibole (wybaczcie te słowo, ale na potrzeby chwili musimy je zastosować) z Wrocławia wymogli na klubie, by nie wpuścił ich byłych braci po szalu z Krakowa. Kto ma decydujący głos w polskich klubach? Czy nazbyt często nie dzieje się tak, że ludzie ukrywający się za szalikami w barwach klubowych, mają decydujący głos?
-
Meldujemy się po dłuższej przerwie - z solennym postanowieniem poprawy. Na rozgrzewkę postanowiliśmy porozmawiać o tym wszystkim, co było, gdy nas nie było. A zatem każdy z nas wytypował po jednej rzeczy, która go zachwyciła, zaskoczyła, i która się wydarzyła, ale lepiej by było, gdyby w ogóle nie miała miejsca. Tym sposobem mamy dla Was dziś słuchowisko opowieść - o włoskich dramach, o Trumpie (a jakże), o rzutach rożnych, o drużynie, która opuściła boisko i nie chciała na nie wrócić, a także o bandytach wzywających pod płot piłkarzy, którym udają, że kibicują.
-
Postaraliśmy się zrozumieć, co się wydarzyło w 2025 roku w piłce nożnej. A jak już co nieco zrozumieliśmy, to się z wami tą wiedzą dzielimy. Futbol potrzebuje wielkich postaci, wspaniałych historii, dlatego nie mogło u nas zabraknąć takiej kategorii jak działacz roku. Solą futbolu są bramki, dlatego u nas nie zabrakło samobója roku. No i oczywiście czekamy na Wasze propozycje - zarówno kategorii jak i nagrodzonych.
-
Piątkowe losowanie grup mistrzostw świata było wielką akademią ku czci Donalda Trumpa. Pokłon, w który wpadł Gianni Infantino, był tak głęboki, że sympatyczny Szwajcar nosem zahaczał o podłogę. Jego uległość wobec Pomarańczowego Donalda była tak olbrzymia, tak bezapelacyjna i tak całkowita, że można by wręcz pomyśleć, że to Trump jest gospodarzem wieczoru. A przecież to wielki Gianni niesie pokój światu poprzez futbol. To dzięki Infantino i mistrzostwom świata skończą się wszelkie wojny (te, których nie zdąży zakończyć laureat pierwszej Pokojowej Nagrody FIFA), głód i kataklizmy. A wszyscy będą mogli wziąć się za ręce i połączać w śpiewaniu YMCA. Oprócz tego rozlosowano grupy mundialu, ale to nikomu niepotrzebny drobiazg.
-
Rozmawiamy o zakończonych eliminacjach, rozluźnieniu i braku instagramowego filtra na Malcie, ale także o tym, co nam los zgotował w barażach. Najważniejsze oczywiście, że przyjaźń polsko-albańskich federacji piłkarskich dalej będzie mogła kwitnąć, ale cieszymy się też, że z drużyną Sylvinho zagramy u siebie. No i debatujemy czy Szwecja za cztery miesiące będzie już światową potęgą, czy dalej się będzie kopać po czole i jednak to z Ukraińcami (jak wynika z koszyków) przyjdzie nam się mierzyć o mundial.
- Laat meer zien